O książkach najwięcej , również o filmach, muzyce, teatrze i tym, co mi w duszy gra
poniedziałek, 30 sierpnia 2010
Stos z Polski przybyły

Ach ci moi kochani przyjaciele, wiedzą co mole lubią najbardziej, wszyscy coś mi do czytania kupili. Najpierw małżon odwiedził pierwszych - Piotra i Dorotę. Piotr prowadzi fajny antykwariat i wyszukuje wciąż jakieś tytuły, żeby mnie zaskoczyć. Tym razem nie było inaczej

Wręczył małżonowi całych Forsythów, których kiedyś miałam, ale przepadły z kretesem, kiedy mama likwidowała dom. Na nich leży fantastycznie wydana książka Wiesława Kota "PRL - jak cudnie się żylo", na kredowym papierze morze zdjęć czaro białych z czasów komuny z komentarzami. Super. Wyżej Wanda Wasilewska "Oblicze dnia". Powiem tyle, pełna zaskoczka, ale coś musi być w tej książce, skoro ja Piotr dołożył, albo dla kawału, albo faktycznie coś w sobie ma. Trzeba sprawdzić. Ale Wanda Wasilewska? Do tej pory nie mogę przestać wybałuszać oczu.
McCarthy "Grupa" pójdzie do biblioteki, bo mam. Swego czasu powieść, która była bestsellerem i narobiła dużo szumu. Może dlatego, że wtedy zupełnie nie było zachodnich powieści lezących ot tak sobie na półkach w księgarniach, a może dlatego, ze faktycznie taka dobra? Wstyd się przyznać, ale nie pamiętam, czytalam jeszcze w liceum. Powtórzę.

Dalej od Piotra i Doroty:

Maciej Karpiński i jego dwa opowiadania - "Cud Purymowy i Miss mokrego podkoszulka", oba sfilmowane, ale ja widzialam tylko Cud i bardzo mi sie podobalo podejście do tematu, chętnie przeczytam. James Lee Burek - "Elektryczna mgła", nic o niej nie slyszałam, ale przeczytałam z tyłu i wydaje się wielce ciekawa, pewnie będzie podobna do takiego filmu, ktory też sie dział w Luizjanie, gdzieś w miasteczku otoczonym bagnami, a tam kobieta widziała różne zdarzenia i pomagała policji w szukaniu zabójcy. Nie pamiętam tytułu (ktoś może?), ale akcja tej powieści też dzieje się gdzieś tam Nowy Orlean chyba i też sensacja, więc już zacieram ręce.
Michel Houellebecq "Możliwość wyspy", nic nie wiem o tej powieści, tyle, że narobila zamieszania, a wy coś słyszeliście?
"Amerykańscy chłopcy" Smitha to powieść, którą zawsze chciałam przeczytać, ale nigdy jej nie zdobyłam. "Mały wielki człowiek" natomiast to moja ulubiona powieść, jedna z, mój egzemplarz jest w proszku, w kompletnej rozsypce, a ta w dobrym stanie, czyli podmianka.
"Miedziana bransoleta" to powieść pisana przez kilku autorów, z nazwisk wynika, ze sensacyjnych, podobno kontynuacja Manuskryptu Chopina, ani jednej, ani drugiej nie znam.
Małgorzata Szymańska-Warda napisała "Dłonie", powieść o młodych ludziach, którzy studiują na ASP i wchodzą w ten artystyczny świat. Czerpie pewnie ze swoich doświadczeń, bo sama studiowała bodajże rzeżbiarstwo.

I ostatnia od Piotra i Doroty to

Nic dodać, nic ująć.

Ale to jeszcze nie koniec.

"Południcę" i "Saszeńkę" sobie zamówiłam. Pierwsza była polecona przez Młodą pisarkę, a że mam fazę na drugą wojnę światową, wstrzeliła się w ten czas. Druga, czyli Saszeńka polecona na blogu Czytam bo lubię, ale też gdzieś indziej, ale nie pamiętam, sorry. A ponieważ wszystko, co rosyjskie mnie interesuje, poprosiłam męża o kupno.
"Pierwszy śnieg" i "Wybawiciel" Nesbo to prezent od Marka. Ale trafił. Baaardzo chciałam poczytać coś tego autora.
Krajewski "Erynie" - ksiażka wygrana w konkursie na Facebooku, po przeczytani pójdzie do biblioteki.
Monaldi & Sorti "Wątpliwości Salaiego" to prezent od Mileny. Nic nie wiem o tej powieści poza tym, że narratorem jest asystent DaVinchi'ego. Hmm, może być ciekawe.

Od Mileny dostaliśmy jeszcze Dom zły na DVD i Zakochanego Anioła. Mam Anioła w Krakowie, teraz do kompletu drugą część, ale fajnie. Avatar kupił Wojtek, mój syn, bo chce miec na własność.

A Panny roztropne i Milaczek przyleciały, fruuuu pocztą, od Magdaleny Witkiewicz, bo się uplasowałam jako setna na jej stronie, czy jakoś tak. Piękne dedykacje, dziękuję. Już za chwileczkę, już za momencik po nie sięgnę. Strasznie się na nie cieszę.

A teraz leże przywalona tymi książkami i macam.

Jeszcze mam do pokazania stosik od Kate i Cezara, ale czekam aż Michalina przywiezie te, które z tego stosiku pożyczyła. Kiedy zbiorę je cizamen do kupy, wtedy się pochwalę

niedziela, 29 sierpnia 2010
Bookfa wywołała mnie do tablicy - voilà, oto moje odpowiedzi

1. Do jakiego kraju, miasta chciałabyś pojechać zainspirowana lekturą?

Niedawno pisałam tutaj, zachwyciła mnie powieść Tracy Chevalier o kobietach, które życie poświęciły na zbieranie skamielin i odkrywanie coraz to nowych zwierząt pradawnych, to znaczy ich pozostałości. Chciałabym pojechać do tego miejsca kiedyś, bo wiem, że te kobiety żyly naprawdę, są tam ich domy, muzea, no i miejsce - plaże na których do tej pory ludzie znajdują cuda. To miejsce to Lyme Regis w Wielkiej Brytanii.

2. Jakie jest Twoje ulubione miejsce do czytania latem?

Czy to latem, czy to zimą, czytam wszędzie, ale gdybym miała mówić o różnicach to latem czytam na plaży i lubię, czasem zasiadam też w ogrodzie. Ale jak się tak zastanowić, nie mam takiego ulubionego miejsca i to mnie wkurza, bo kiedys takim byl mój fotel w pokoju panieńskim, wygodny, w kratkę, z fajnymi poręcami do podtrzymania łokci. Teraz takiego nie mam. Szkoda.

3. Poleć mi jedną książkę do przeczytania na wakacje.

Ponieważ jestem fanką Joanny Chmielewskiej, poleciłabym Byczki w pomidorach. Albo jedną z długaśnych sag rodzinnych Susan Howatch Penmarric lub Cashelmara na przykład. Sama się do nich przymierzam, ale juz wiem, że są super. Albo Budenbrooków Tomasza Manna. Miała być jedna. No nie, takie ograniczenia? To nieludzkie

4. Jaka jest Twoja najnowsza wakacyjna lektura? Co zaczęłaś czytać?

Zaczęłam Zupę z granatów, ale zaraz po będe czytać The Slap australijskiego autora, bardzo kontrowersyjna podobno.


piątek, 27 sierpnia 2010
Zostałam zagładzona na śmierć

Jakim trzeba być durnym, żeby będąc nadwrażliwcem oglądać takie filmy. Zasadziłam się przed telewizorem do obejrzenia 'Zapowiedzi' z Nicolasem Cagem, bo go lubię bardzo. A to film o zagładzie Ziemi. Powinnam się punknąć w głowę. Mniej więcej w połowie filmu zaczęłam się bac, bo trzeba wam wiedzieć, że ja się na filmach boję z byle powodu, a z drugiego byle powodu na coś nie moge patrzeć. Dodatkowo na takich serialach jak ER (Ostry Dyżur) na przykład, kiedy są sceny z poobrywanymi nogami lub metalowym prętem w oku, mam dziwne gilgotanie, takie nie do wytrzymania, w lędźwiach. Dziwne co?

No, więc na ekranie dzieci zaczynają słyszeć glosy, w oddali majączą sylwetki dziwnych ludzi, Nicolas Cage lata po ekranie jak kot z pęcherzem, nawet nie to, że chce uratować świat, po prostu nie wiadomo o co chodzi, to próbuje facet to wyjaśnić, a ja mam stracha jak stąd do Acapulco i do tego jestem sama w domu. Teraz będę nasłuchiwać w nocy, już pozasłaniałam wszystkie okna, ale to nic nie dało, bo teraz się boję tego, co za oknami.

Chyba sobie jakiś romans poczytam. Albo Jane Austen pooglądam. Albo jakieś tabletki zapodam, bo jak nic nie zasnę.

Niech ktoś tu przyjdzie i mi w tyłek kopniaka sprzeda, zeby się oduczyła takich filmów oglądać w pojedynkę. Gdyby był małżon, to byśmy śmiechem ten film zabili, a tak - przejęłam się i nie moge się odjąć.

czwartek, 26 sierpnia 2010
Potomkowie Klary - Francoise Bourdin (Audiobook)

Powiedziało się A, trzeba bylo powiedzieć B. Ale z wielką przyjemnością tak się stalo. Saga rodzinna Francoise Bourdin ma wszystkie cechy ciekawej opowieści rodzinnej, jest i sekret, jest pełna gama charakterów od poważnych, lekko sztywniackich panów do szalonych i nie dających się zamknąć w ramy chłopaków, sa kobiety przebiegłe, ale i mądre i uczciwe. No i sekrety, sekrety, niedopowiedzenia, nieścisłości, pomyłki przejęzyczenia, ale też i prawda w oczy.

W tej części poznajemy losy dzieci główych bohaterów poprzedniej. Ale też nie tracimy z oczu szóstki rodzeństwa i kuzynów, o których była szerzej mowa w tomie pierwszym. Dowiadujemy się, co w ich życiu się zmieniło, jednocześnie poznajemy losy młodej części rodziny. No i trzeba było pożegnać Klarę, ale to nie tajemnica, przecież już w pierwszym tomie była mocno leciwa pod koniec.

Jeżeli chodzi o lektorkę, bardzo dobra, trochę tak, jakby sluchać starszej ciotki opowiadającej historę naszej rodziny. Polecam na długie spacery albo jazdę pociagiem.

Wszystko razem, cuzamen do kupy, daje dobry efekt. Warto poświęcić kilka godzin. Chociaż nie wiem, czy mozna nazwać to poświęceniem, bo ja audiobooki czytam przy okazji takich czynności, które wykluczają czytanie na papierze. Czyli de facto nie tracę czasu, a go zyskuję.

wtorek, 24 sierpnia 2010
Kartki z biełego zeszytu - Sonia Raduńska

Pożyczyłam ją od Lotty. Bardzo mi ją polecała, nie znałam wcześniej Soni Raduńskiej, chociaż podobno pisała do Zwierciadła, ale ja tego magazynu nie czytam, przynajmniej nie cyklicznie i nie w tym czasie, kiedy ona tam zamieszczała swoje felietony.

Kiedy czytałam tę książeczkę, bo jest ona filigranowa, jak jej autorka, przynajmniej tak wynika ze zdjęcia , mialam wrażenie, że spotkałam się z bardzo mądrą przyjaciółką przy wielkim kubku herbaty, siedzimy przy okrągłym stole u niej w kuchni, nad stołem lampa, ktora daje ciepłe, żółte światło, a my sobie gawędzimy.

Z drugiej strony towarzyszyło mi uczucie takie, które się ma, tak sobie wyobrażam, bo nigdy mi się nie zdarzyło, kiedy przypadkiem znajduje się czyjeś pamiętniki. Żeby nie mieć poczucia winy, wyobraziłam sobie, że to są pamiętniki osoby, której juz z nami nie ma. Nigdy w życiu nie otworzyłabym zeszytu z zapiskami osoby, którą znam, która mi ufa i która sobie tego nie życzy, ale z drugiej strony, gdyby były one notatkami dawno nieżyącej ciotki, pewnie tak. Ale to tylko takie dywagacje.

Bardzo osobiste te zapiski. O samotności, o związkach, o dzieciach, o postrzeganiu swiata. Bardzo mądre, nie tylko dlatego, że pisze je dojrzała kobieta, ale dlatego, ze pisze je kobieta mądra i niezwykle wrażliwa.

Zajrzyjcie do tych kartek z zeszytu, sięgnijcie po chwilę refleksji, zatrzymajcie się na tym, czy owym, kto wie, może znajdziecie odpowiedzi na wiele nurtujących was pytań? A może po prostu pomyślicie - ja też taka jestem, ja też tak myślę, TEŻ TAK MAM!

niedziela, 22 sierpnia 2010
Filary Ziemi - Ken Follet. Powieść i serial na niej oparty. Uwaga nadchodzi.

Lubię powieści historyczne, fikcję, ale z prawdziwymi faktami. Takich stricte naukowych nie bardzo, bo mnie nudzą suche fakty i dywagacje dlaczego jakiś król zabił kuzyna, ale powieści, które trzymają się faktów, jednocześnie wprowadzajac wymyślone postacie, uwielbiam. Filary ziemi poleciła mi bibliotekarka. Nie słyszałam o niej wcześniej. Przeczytałam ją na króko przed ukazaniem się drugiej części Świata bez konca. Nie wiem jak w Polsce, ale tutaj czekali na nią bardzo, kiedy tylko wystawili ją w oknach księgarni, ludzie nie patrzyli na cenę, kupowali jak świeże bułki.

Akcja tej powieści dzieje się w XII wieku na przestrzeni wielu lat, jej oś oparta jest wokół budowy kadedry w Kingsbridge (budowa trwała 40 lat). W tej powieści jest wszystko, co powinno być - poznajemy ludzi różnego stanu, i bogatych i mieszczan, budowniczego katedry, jest miłość, zdrada, zemsta, wojna, rządza wladzy i bogactwa, hipokryzja tych na topie, bohaterstwo i tchórzostwo. Czyta się ją jak kryminał, romans i wojenną w jednym.

Jakże się ucieszyłam, kiedy dowiedziałam się, że jutro, czyli w niedzielę na Sky TV3 będą nadawać pierwszy odcinek serialu opartego na tej powieści. Zalożę się, że będzie równie ciekawy. Obsada imponujaca i już po tej zajawce widać, że oddaje ducha historii.

czwartek, 19 sierpnia 2010
Kamieńska - serial produkcji rosyjskiej na podstawie powieści Aleksandry Marininy

Uwielbiam powieści kryminalne Aleksandry Marininy, a ten serial w niczym im nie ustępuje. Jest nakręcony przez Rosjan i bardzo prawdziwy. Nie ma żandego kolorowania, jeżeli ma być biednie, dziwnie, szaro, komunistyczno-pieriestrojkowo, to jest. Poza tym Kamieńśka dla mnie bardzo prawdziwa, nie jakaś Lara Kroftowa, zbudowana, obwieszona bronią i niezwykle sprawna, tylko delikatna, mądra, siła jej tkwi w głowie, w jej niesamowitej inteligencji i intuicji.

Ma do pomocy panów i znowu nie jakiś Władimir Ciornyjpas tylko normalny facet jeden z drugim, a to grubawy, a to starawy, jak to bywa w życiu. Ale skuteczni. Uwielbiam klimat tego serialu, pierwsze serie takie trochę myszowate, ale dwie ostatnie bardziej moderne. Telewizja TV4 nadawała jedną serię, bodajże 3, w 2007 roku. Reszta dostępna na płytach DVD między innymi TU , ale po rosyjsku, więc dla niektórych może to być problem. Na szczęście dla mnie nie.

Myślałam, że wszyscy wiedzą o tym, że ksiażki Marininy są filmowane, ale po rozmowie z jedną z miłoścniczek tejże, okazało się, że jednak nie, dlatego napisałam to tym.

Narazie nie mam dla was żadnej książki, bo wprawdzie jedną kończę, ale nie wiem, czy mogę o niej napisać, taka mała tajemnica chwilowo. A poza tym jak pisze na moim drugim 'życiowym' blogu, padam na pysk zaraz po przyjściu do domu, nawarstwiło się pracy, nie daję rady. A jeszcze niedawno, we wpisie o zakupach polskich książek, chwaliłam się, że jak rodzinka pojedzie, będę czytać, czytać i jeszcze raz czytać. Takie już moje szczęście - jeżeli cokolwiek miłego mnie czeka, więcej niż pewne, że coś się sknoci. Paradoksalnie ich nie ma, a ja nie mam czasu zupełnie na nic. Może poza tym wpisem, ale przecież nie można dać się zwariować.

czwartek, 12 sierpnia 2010
Bez przebaczenia - Agnieszka Lingas-Łoniewska

Po poprzedniej recenzji Szóstego czułam, że sprawiłam przykrość autorce. Niesłusznie się tak czuła, książkę uznałam nie tyle za złą, raczej za 'nie dla mnie', bo ja, jak każdy mam swoje preferencje, co do stylu i treści, i to co podoba się innemu, mnie nie i na odwót. Tak to już jest.

Bez zwłoki sięgnęłam więc po Bez przebaczenia, tej samej autorki. Też trochę dlatego, ze zbliża się inauguracja nowego roku bibliotecznego i wiem, ze ta powieść pójdzie do ludzi zaraz po otworzeniu drzwi i mogło się zdarzyc, że stałabym w kolejce do jej przeczytania. Zresztą już poszła do jednej z czytelniczek, bo się dziewczyna doczekać nie mogła i do mnie zadzwoniła z prośbą, czy możnaby coś z biblioteki wziąć.

Ale wracam do powieści. Jest to historia młodej dziewczyny, która w wypadku samochodowym traci za jednym zamachem matkę, brata i ojczyma. Zaopiekował się nią ojciec, z którym nie miała wcześniej kontaktu. Jest on wojskowym, zasadniczym człowiekiem, nie umiejącym okazywać uczuć, czasem nader obcesowym, żeby nie powiedzieć agresywnym. Paulina przeprowadza się do niego, gdzie czeka na nią również jej macocha, sucha kobieta bez wyrazu i dla domiany fajny i kontaktowy brat Kuba. Różnie jej się tam układa, przeważnie źle. Ale jest i swiatełko w tunelu - podporucznik Piotr Sadowski, który jest podwładnym jej ojca, a z czasem równiez i.... dalej już nie piszę, bo co za dużo, to nie zdrowo.

Powiem tak - gdybym miała 16-20 lat i w domu wybuchłby pożar, a ja mogłabym wziać tylko jedną rzecz uciekajac, chwycilabym właśnie tę książkę. Ona jest idealna dla młodych ludzi, szukających wsparcia w opowieściach o trudnych przejściach i jak z nich wyjsć, a także szukających miłości. Ale jestem dwa razy starsza, wiec czytałam tę powieść z zainteresowaniem, ale z pozaru wniosłabym raczej kartę kredytową i Sto lat samotności. Co nie znaczy, ze mi się nie podobała, tylko tyle, że trochę z niej wyrosłam (Paulina ma 18 lat, Piotr 24).

Z drugiej strony kilka razy się spłakałam jak bóbr, znaczy to, ze powieść napisana jest sugestywnie i nawet takiego starego wyjadacza poruszyła. Historia jest przewidywalna, ale czyż życie nie jest też przewidywalne, jest ileś tam szablonów, a ludzkie losy się wpasowują to w jeden, to w drugi. Ileż to razy słyszmy o kimś opowieść i wydaje nam się, że wszystko to juz bylo...

Mam tylko jedno zastrzeżenie, chociaz znowu dotyczy ono moich preferencji, a nie jakiegoś uchybienia ze strony autora.  Zresztą nie tylko u tej autorki mi to przeszkadza, ale u innych też, widzicie więc, ze to mój problem - chodzi mianowicie o wielość powtórzeń. Wciąż i wciąz dowiaduje się, że ona miała czarne długie włosy, byla drobna i wiotka, krucha i kochana. Wciąż i wciąż czytam o jego głębokim glosie i jakiśtam oczach. Co trzecia strona i w każdym rozdziale. Całkiem tak, jakbym miała demencję i w kółko zapominała, jak wygląda główna bohaterka. Zresztą dziala to na mnie tak, że omijam te opisy i w rezultacie zapominam jaki to kolor oczu ma ten koleś. Tak ma wielu autorów, i ja tego akurat u nikogo nie lubię. Jak tez uciążliwego powtarzania, co się działo na poprzednich stronach książki. Tu akurat tego nie ma.

Suma sumarrum, jak mawiała z głębokim 'r' moja Pani profesor Początek, książkę czyta się lekko, szybko i nie ma poczucia straconego czasu. A to chyba najważniejsze.

niedziela, 08 sierpnia 2010
Moskiewska Saga - trzytomowa saga Wasilija Aksionowa + serial telewizyjny oparty na tej powieści

Moskiewska Saga Wasilija Aksionowa została w Polsce wydana już jakiś czas temu, ja przeczytałam ją trzy lata temu, a zaraz potem obejrzałam w TVP1 serial oparty na tej sadze. I jedno, i drugie mnie zachwyciło. Przypomniałam sobie o niej za sprawą wyzwania czytelniczego zaproponowanego przez prowincjonalna nauczcielkę - Rosja w literaturze. Programowo nie przystępuję do wyzwań, co nie znaczy, że nie napiszę tu czasem o moich rosyjskich fascynacjach.

Nie pisałam o tej serii wcześniej, bo myślałam, że wszyscy znają tę pozycję, ale przekonałam się niedawno, ze jednak nie, wiele nadal nie wie, że ona byla u nas wydana. O serialu też nie. No cóż, był on puszczany w okresie letnim, dosyć późno wieczorem. Dziwne, moim zadniem był tak dobry, że nadawałby się raczej na prime time, żeby podnosić oglądalnośc.

Aksionow napisał sagę przez duże S, sagę co się zowie. Jedni zarzucają mu, że za bardzo jest ona pop, inni, że za dużo sprzedał tajemnic rodzinnych, jeszcze inni, że za amerykański. Hmmm, ja nie jestem krytykiem literackim po kilku fakultetach, więc moge pisać, co mi się podoba, a nie co wypada, a w tym wypadku akurat powiem wam, że jestem nią zachwycona. Tam jest wszystko - rodzina, jak to w takich sagach, tajemnice, polityka, sensacja, miłość, a wszystko to na tle trudnych i bolesnych dziejów historii Rosji - tom pierwszy przed wojną, tom drugi wojna, tom trzeci po wojnie.

Poznajemy rodzinę Gradowów, seniora rodu, wspaniałego i uznanego w środowisku lekarza, ich dzieci - sztywnego wojskowego Nikitę, pnącego się po szczeblach kariery aż na szczyt do stopnia marszałkowskiego i jego piękną zonę, Kiryła, wiecznie szukajacego swojej drogi, rewolucjonistę, który z werwą wprowadza nowy ład, oraz Ninę - felietonistkę, wolnomyślicielkę. Prawda, że mieszanka wybuchowa? - urodzeni w bogatym, burżuazyjnym domu, mają za ojca człowieka wielkiego formatu, z zasadami i łagodną matkę uwielbiającą poezję, dzieci idą różnymi drogami i z tego rodzi się wiele arcyciekawych subhistorii. Tak więc jest główny nurt, rozgałęziający się na wiele pod-nurtów narracyjnych, a wszystko to jest napisane gładko, wręcz filmowo. Nic dziwnego więc, że to nakręcono, i to jak!

Uwielbiam tę historię i będe do niej wracać, bo to jest jedna z tych, które nigdy sie nie nudzą. Szkoda, ze Aksionow już nie żyje, zostawił po sobie zaledwie kilka powieści, na pewno napisałby jeszcze coś ciekawego.

A na koniec wklejam piękny walc przewodni z filmu, ma łatwe do przyswojenia słowa, więc nie raz puszczam go sobie w komputerze i śpiewam na głos, kiedy się ubieram do wyjścia. Czasem nawet tańczę.

 

piątek, 06 sierpnia 2010
6 ["szósty"] - Agnieszka Lingas-Łoniewska

Hmm, mam problem z tą powieścią, jak ją określić, romans to czy kryminał?  Reklamowana jako kryminał i na to dałam się złapać, ale po przeczytaniu ostrzegam uczciwie, romans to par excellence i nie ma co udawać, że nie.

Dla mnie ten zabieg nie bardzo się udał, ale podkreślam, że dla mnie jest to niefortunne, bo ja mam stwierdzoną płeć mózgu damsko-męską i nie bardzo lubię mieszanki. Albo dochodzi do głosu moja damskość i ponsjonarskość i zanurzam się w romansowaniu na kartkach powieści, albo wbijam zęby w akcję krwawą i daję się ponieść wątkowi sensacyjnemu. Lubię kryminały, gdzie wątek ewentualnej fascynacji płcią przeciwną jest śladowy, ledwo wyczuwalny, gdzieś tam może w napięciu między bohaterem a dziewczyną, kimkolwiek by ona nie była. Tak jak w Mężczyznach, którzy nienawidzą kobiet, to co tam było, to jest dla mnie max do zniesienia jeżeli chodzi o ramanse. Ale jeżeli dzieją się okropności, a na komendzie pani patrzyła na pana i czuła siłę jego mięśni, a on chciał ją wziąć tu i teraz, to cała moja dusza krzyczała - tam gdzies w ciemnej piwnicy leży maltretowana kobieta, a inspektor przygważdża psycholożkę swoją twardniejącą męskością????!!!!! Nic na to nie poradzę, ze takie miałam odczucia, że to rażąca niefrasobliwosć zważywszy, że mordują inspektorowi babkę za babką.

Z drugiej strony, jak on ją przygważdża twardniejącą męskością, to niech się wali i pali, niech świat przestanie istnieć, kogo to obchodzi, kim on jest z zawodu? Nie chcę wiedzieć, chcę natomiast wiedzieć, czy oni się zejdą, czy nie.

Tak więc wciąż byłam skonfudowana i niezadowolona, że tu się akcja dzieje, a tam się miziają, albo tu się miziają, a tam mordują, chamy jakby nie mogli poczekać (z tym mordowaniem).

I nawet nie wiadomo teraz komu to polecać, bo koleżanki, które lubią romanse, nie lubią krwi i przemocy i programowo nie czytają kryminałów, a te, które lubią kryminały, krzywią się na romanse.

Pozostawiam Wam do wyboru, czy taka mieszanka ujdzie u was na sucho, czy dacie radę? Czyta się szybko, bezpoleśnie, jeżeli nie jest się takim porąbańcem jak ja.

Wydana w serii debiuty Empiku ma tę zaletę, że jest tania, więc chyba warto kupić i skonfrontować moje utyskiwania z Waszymi wrażeniami?

 

niedziela, 01 sierpnia 2010
Dom Małgorzaty - Ewa Kujawska

Kiedy przeczytałam o tej powieści u Eireann, wiedziałam, że to książka dla mnie. Głównie dlatego, że ostatnio rajcują mnie klimaty wojenne i powojenne, ale też i ze względu na prywatną historię mojej rodziny. Otóż moja prababcia wraz z jej córką, czyli moją babcią i wnuczką, czyli moją mamą przyjechały na Ziemie Odzyskane i zasiedlały miasto dokładnie w taki sposób, jak opisane to jest w Domu Małgorzaty. Z taka różnicą, ze jako trzy kobiety bez mężczyzny nie odważyły się zająć domu, który w kazdej chwili mógł byc nawiedzony przez szabrowników, a wprowadziły się do mieszkania w pięknej kamienicy. Większość Niemców opuściła juz miasto, ale w jednym z mieszkań nadal rezydowała Niemka, z powodów mi dzisiaj nieznanych. Opowieści o tym, jak nienawistne milczenie między Niemką a Polakami, zamienia się w miarę zgodne współistnienie, towarzyszyly mi w dzieciństwie.  Babcia opowiadała, ze w niektórych mieszkaniach, w momencie ich zasiedlania, można było zastać takie oto obrazki - zastawiony stół do obiadu, z wazą pełną zupy i talerzami, niedokończone prawnie, czy prasowanie, rozgrzebany warsztat pracy jakies krawcowej. Nigdy się nie dowiedziały te moje dzielne kobiety, czy ci Niemcy byli wypędzani nagle, czy kazali im się zbierać w określonym czasie, z ograniczonym bagazem? Moja babcia straciła na wojnie męża (ojca mamy), brata, nie przyszło jej do głowy żałować Niemców, ale po latach nienawiść blednie i człowiek o takich rzeczach myśli.

Poza tym mam swoje demony, niczego bardziej się nie boję niż wojny. Myślę, że to pamięć genów, ze coś wraz z nimi weszło też do moich synapsów pamięci i nawiedza mnie we śnie. Toteż kiedy czytalam tę powieść, niektóre sceny jawily mi się tak realistycznie, jakbym to ja była uczestniczką tych zdarzeń. Bardzo to przeżywałam.

Nie ulega wątpliwości, że przesiedlenie w życiu każdego człowieka, musi być największą traumą, naznaczającą go na całe życie. Nie wyobrażam sobie, jakbym przeżyla coś takiego.

Dom Małgorzaty traktuje o tym, jak wojna obeszla się z cywilami. Hildegard, Niemka właścicielka domu, traci najpierw męża, potem obu synów. Nie wiemy, czy oni zginęłi, ale poszli i nie ma wieści. Kończy się wojna, oni nie wracają, a w  mieście zaczynają sie nowe porządki. Ogłaszają, że nowi mieszkańcy beda zajmować miejsce Niemców, a ci mają opuścić miasto. To jest straszne. Wśród tych Niemców panuje rozpacz i panika, gdzie oni się teraz podzieją, co mają ze sobą zrobić?

O czym ta powieść?

Do domu wprowadza się Małgorzata. Hildegard dostaje pozwolenie na tymczasowe pozostanie wraz z nią w tym domu. Małgorzata nie protestuje. Bardzo ciekawie pokazane jest to, jak one sobie radzą z tym niechcianym sasiedztwem, która tak naprawde jest u siebie, a która intruzem? Małgorzata gości u Hildegard, czy Hildegard zawadza Małgorzacie.

W tym wszystkim, w strzępkach relacji, jest opowiedziane jak wygląda życie tego miasteczka, troszke o Niemcach, troszkę o Polakach. Niewiele tam dialogów, raczej narracja, dużo realizumu magicznego. I dom, który żyje, ma duszę i nie jest tylko ścianami z cegieł, ale organizmem, który czuje.

Pod koniec ksiazka nieznacznie za bardzo ckliwa, ale jako całość - bardzo dobra. Polecam

O autorze
Zakładki:
A) Konkurs Blog Roku 2011
Kontakt - kasia.eire@gazeta.pl
Mój blog z felietonami i codziennymi zapiskami o wszystkim innym
Na stoliku nocnym czyli właśnie na tapecie
No copyright infringement is intended - copyrighted images are being used for criticism, comment and news reporting only, referring to the fair use clause of copyright law. This site is not for profit
Tu kupuję
Tu zaglądam w szale surfowania
Ulubione o książkach
Tagi

Notatki Coolturalne

Wypromuj również swoją stronę
free counters
KSIĘGA GOŚCI

Spis moli


Web Pages referring to this page
Link to this page and get a link back!