O książkach najwięcej , również o filmach, muzyce, teatrze i tym, co mi w duszy gra
czwartek, 29 kwietnia 2010
Sekret Clary - Francoise Bourdin

Mam tę powieść w postaci autiobooka.  Zbierałam się, zbierałam, az miałam kilka wyjazdów do 'gminy' i zapodałam sobie do maszyny grającej, bo coś trzeba przecież robić, jak się tak samochodem jeździ w tę i we w tę.

Jest to saga rodzinna o rodzie Morvanów. Opiewa czasy wojenne i długo po. Tytułowa Clara, ja wolę jednak Klara, jest nestorką rodu, trzyma wszystko twardą, ale i pełną miłości ręką. Inwestuje pieniądze i to z bardzo dobrym skutkiem. Miejsce akcji to dom w Prowansji (Vallongue) i Paryż.  Najstarszy syn Klary, Eduard, ginie od samobójczego (?) strzalu, młodszy jest uznanym prawnikiem przeżył wojnę, ale jego ukochana zona Judith i córka Anabel, giną w wyniku eksterminacji Żydów (żona była wyznania mojżeszowego).  Ze śmiercią brata wiąże się jakiś okropny sekret, tak straszny, ze moze wyniszczyć rodzinę. Klara wie i całe życie boi sie, że się wszystko wyda. Mijają lata, człownkowie rodziny, w tym dzieci obu braci, mają romanse, swoje troski, znajdują sobie partnerów, kończą edukację, dokonują wyborów życiowych, mniej lub bardziej aprobowanych przez Klarę i Charla, seniora rodu.

Powieść ta przpomina te, które czytałam w latach siedemdziesiątych.  Ciągnie się lata, poznajemy bohaterów w młodym wieku, towarzyszymy im całe życie, rodzą się następne pokolenia, starsi umierają... Ja to bardzo lubię. Nigdy nie słyszałam o tej autorce i miałam podejrzenia, że to jakiś gniot, ale fajne się tego słucha, szybko się przywiązałam do  tej rodziny i byłam bardzo zainteresowana, jak potoczą się ich losy.  Poza tym ten sekret! Przez całą powiesć człowiek się zastanawia, o co chodzi? No, chyba, ze ja jakaś nietomna i wszyscy inny zorietnowali się wcześniej. Ja miałam swoje podejrzenia, ale nie rozkminiłam jednak do końca.

Ostatnio nauczylam się nawet sprzątać słuchając audiobooków, od tego czasu już mi się nie nudzi, kiedy ze ścierką biegam.

Dodam jeszcze, że uwolniłam komentarze, bo się czytelnicy skarżyli, ze trzeba się logować.

piątek, 23 kwietnia 2010
Wicked. Życie i czasy Złej Czarownicy z Zachodu - Gregory Maguire

Dostałam tę książke i jeszcze jedną od wydawnictwa INITIUM dla polskiej biblioteki w Letterkenny.  Skorzystałam z prawa 'pierwszej nocy' i zanim tam trafi, była u mnie w czytaniu.  Podchodziłam do niej jak pies do jeża, a to dlatego, że nie lubię opowieści o Czarodzieju z Krainy Oz, wkurza mnie ta Dorota (stara maleńka), blaszany drwal i Lew i strach na wróble. A jak słyszę Over the rainbow to juz w ogóle mam mdłości. Nic na to nie poradzę. Mam takie niechcenia w stosunku do niektórych opowieści, Pinokia nie trawię, Mały Książę może i dzieło, ale jakoś mnie nie zachwycił, a dziewczynkom z lwami mówiącymi ludzkim głosem to już w ogóle mówię NIE.

Postanowiłam przeczytać kilka stron i najwyżej porzucić ze wstrętem. I wiecie co, stal sie cud pewnego dnia, pochłonęła mnie ta powieść i nie mogłam sie od niej oderwać.

Opowieść dzieje się w świecie, którego nie znamy, jak to w bajkach lub powieściach fantazy. Prosze, nie każcie mi powtarzać żadnych nazw ani imion, bo nie pamiętam. Jedynie imię głównej bogaterki - Elfaba - utkwiło mi w pamięci. Urodziła się zielona. Taki kolor miała jej skóra. Bardzo dramatyczne okoliczności towarzyszyły dniu jej narodzin. Już myślałam, że historia bedzie głównie ogniskować się na jej rodzinie i młodości, kiedy nastąpił zwrot akcji i znaleźliśmy sie w Szmaragdowym Mieście i szkole z internatem. Poznajemy tam galerię postaci, jedna ciekawsza od drugiej. Już myślałam, że na tym się skupi autor, a tu znowu zwrot w akcji... i tak jeszcze kilka razy.

Pewnie wiele można wniosków wyciagnąc z tej powieści, można też sie po prostu dobrze bawić w trakcie lektury, bez żadnego filozofowania, jedno mi się nasuwa - nic nie jest takie, jak się wydaje na pierwszy rzut oka, zło ma wiele twarzy, a nosiciele zła nie zawsze są na wskroś zepsuci. Na każdą historię można spojrzeć z innej perspektywy i będzie ona wtedy miała inne oblicze. To, co nam się wydaje czarne, może być też białe, to co niby jest po złej stronie mocy, może nie zawsze tak było, a może tylko nam się strony pokiełbasiły? Poza tym bardzo podoba mi sie teoria światów równoległych, a tu mamy akcję, która sugeruje, ze takowe istnieją.

Jeszcze jedne wniosek mi się tu pcha na tapetę - nigdy nie sądź książki przed jej przeczytaniem, albo przynajmniej spróbowaniem. Mam tyle powieści w kolejce, ze już miałam ją porzucić na bliżej niesprecyzowany czas, czyli nigdy-nie-przeczytam-chyba-że-reszta-spłonie. Gdyby jednak nie jakaś elementarna przyzwoitość i miłość do słowa drukowanego, gdyby nie to, że jest ona baaaardzo smakowicie wydana, z maleńkimi szczególikami, ktore tworzą klimat powieści (maleńkie siliquettki czarownicy przy numerach stron, piękny druk, ładnie rozstrzelone linie tekstu, miękka w rękach, łatwo się rozkłada na stole/kolanach), mogłabym ją przegapić, nie dać jej szansy i odebrać sobie wyjątkową przyjemność zatopienia się w świecie baśni, ale dla dorosłych.

Bardzo polecam historię Złej (?) Czarownicy z Zachodu, podarujcie sobie kilka chwil w świecie za siedmioma lasami, za siedmioma górami. Gwarantuję, że oderwiecie się od codzienności i zapomnicie o Bożym swiecie. Czytałam akurat w czasie po-katastrofie. Bardzo mi się taka powieść na ten czas przydała.

czwartek, 22 kwietnia 2010
Ewa Nowak - seria dla młodzieży

Mam taki zwyczaj, że czytam to, co moje dzieci, żeby móc z nimi podyskutować, żeby pokazać, że się interesuję tym, co ich dotyczy, żeby widziały, że ich książki, ich muzyka, też mnie obchodzą. Poza tym niektóre powieści młodzieżowe naprawdę mi się podobają, nie muszę się jakoś specjalnie męczyć. Kiedy byli mali, czytaliśmy na głos, teraz każdy czyta sobie sam, ale to samo. Tylko o wampirach jakoś nie moge, ale za to filmy razem oglądamy.

Na serię Ewy Nowak wpadłam w tym samym roku, w którym debiutowała. Jestem z tego dumna, bo wyszukałam ją w masie książek w internecie, polując na coś nowego dla córki. Właśnie skończyła, córka, nie Pani Ewa. 12 lat i łykała książki szybciej niż byłam w stanie jej nastarczyć. Akurat przeprowadziliśmy się do Irlandii, pewnie czuła się troche zagubiona, zależalo mi na tym, żeby kupić jej jakąś dobrą powieść, napisaną ze znawstwem młodziezy, a nie byle co. I trafiłam, bardzo dobrze trafiłam. Od pierwszej części śledzę losy bohaterów wykreowanych przez Panią Ewę. Myślalam, że to będzie coś w rodzaju Jeżycjady, ale autorka mnie zaskoczyła swoją oryginalnością, miała inny pomysł na 'uwiązanie' czytelnika do serii, nie naśladując jednocześnie Musierowicz. Wymysliła taki zabieg, że postaci drugoplanowe w jednej powieści, są pierwszoplanowymi w drugiej.  W jej powieściach mamy pełen przegląd problemów, które dotykają prawie każdego nastolatka - jest tam i o przyjaźni, o uczciwości, o faworyzowaniu rodzeństwa przez rodziców, o miłości, o uczuciach do starszego od siebie, o rodzinie, a w ostatniej nawet o przemocy psychicznej (chyba takiej, bo nie czytałam jeszcze, a opis jest bardzo enigmatyczny).

Teraz jest tak, że wyrywamy sobie z rąk nie tylko nowe częsci Jezycjady, ale i każda Ewę Nowak, ze się tak wyrażę. Polecam te powieści pamieci każdej mamy, kiedy bedzie buszowała w księgarni w poszukiwaniu czegoś ciekawego na prezent dla swojej córki.  Warto też po nie sięgnąc, bo mimo, że uważamy, że dokładnie pamiętamy, jak to było z nami w ich wieku, niekoniecznie dotknęliśmy każdego z opisywanych problemów, a poza tym nie zaszkodzi sobie przypomnieć. Poza tym to jest naprawdę wielka przyjemność.

 

niedziela, 18 kwietnia 2010
Czingis Chan (oryg. Mongol) reż. Siergiej Bodrow

Mąż nagrał mi ten film na twardy dysk, bo nie miałam czasu go obejrzeć w dzień emisji na Canal+. Najpierw pomyślałam, że wcale mi sie nie chce ogladać filmu o Mongołach, pewnie będą sobie łby ucinać i charatać szablami gdzie popadnie, nie dla mnie. Ale wczoraj coś mnie naszło i go wlączyłam. I całe szczęście, bo by mnie jeszcze taka uczta ominęła.

Film opowiada o czasach i życiu Czingis Chana od dziecińtwa do momentu zjednoczenia pod jego wodzą wszystkich Mongołów, do momentu, kiedy zaczyna on swoją ekspansję i podbój.  Ukazuje pięknie zwyczaje panujące w Mongolii wtedy, jak wyglądało życie i jakim człowiekiem był Temudjin, póżniej nazwany Czin-gis-Chanem (władcą jak ocean). Pewnie, jest tam dużo okrucieństwa, ale film jest tak klimatyczny, tak pieknie nakręcony, że nawet ja, taki nadwrażliwiec na fruwające łby i odcinane ręce, obejrzałam go bez chowania głowy w poduszkę (no, może raz tylko). Nie wiedziałam wiele o tym człowieku, a już na pewno nie o jego wczesnych latach. Historia ta była przedstawiona trochę jak prawdziwa opowieść, trochę jak legenda opowiadana z ust do ust przez wędrownych grajków, trochę jak film fantazy. Bardzo polecam, wyjątkowo smakowite dwie godziny. Już wiem, za co dostał nominację do Oskara w 2008 roku. Równie zachwycający jak Gladiator, 300 czy inne.

czwartek, 08 kwietnia 2010
"Klub mało używanych dziewic", "Dziewice do boju" i "Zatoka trujących jabłuszek" - Monika Szwaja

Za dwa tygodnie mija rok od telefonu, który przyniósł mi wiadomości o udarze mózgu mojej mamy.  A ze oczy mi wysiadły, bo mam grypę kosmiczną, nie czytam za wiele, postanowiłam wam opowiedzieć o jeszcze jednej książce, a właściwie serii, które uratowały moje zdrowe zmysły.

Generalnie jest tak, ze ja w dużym stresie nie potrafię czytać spokojnie ksiażki, ale jeżeli mam ją już zaczętą i jestem w środku wydarzeń, to czasem zmuszam się, żeby po nią sięgnąć, żeby nie zwariować od nadmiaru mysli po prostu.  Tak też bylo w tym wypadku.

Monikę Szwaję prawie każdy zna, a ten, który nie, to pewnie gardzi taką literaturą. Ja nie, potrzebuję czasem oddechu od trosk i poważnych tematów. Dlatego czasem oglądam komedie romantyczne i czytam takie powieści jak pani Moniki. Już wielokrotnie mówiłam, ze nie rozumiem tego całego szumu wokól tego, co jest prawdziwą literaturą, co nią nie jest. Kiedy facet napisze krminał, wszyscy się nad nim rozwodzą, jaki super. Kiedy kobieta napisze powieść, przeważnie mówią, że macica przez nią przemawia i daleko jej do wnikliwości mężczyzny; w twarz nie mówią, za plecami.

Monika Szwaja może nie jest Wirginią Woolf, Iris Murdoch czy Jelinek i dobrze, bo bawi mnie i odpreża i nigdy po przeczytaniu jej ksiażki nie czuję się, jakbym była umazana w odchodach lub chora z wątpliwości i pytań - kim jestem i co tu robię? Po prostu bawie się świetnie. Lektura jej ksiażek, to jak leżec u mamy na kolanach i być głaskanym po głowie. Ja, odkąd skończyłam kilka lat, nie moge się już raczyć tą przyjemnościa, jeżeli mi ktoś nie przywali, to na pewno nie pogłaszcze.  Niesprawiedliwa jestem, kiedy mama chora była, miałam okazję się przekonać, że przyjaciele są i nigdzie sobie nie poszli, chociaż daleko od siebie mieszkamy; pomogli i to bardzo. No ale na co dzień, nikt się nade mną nie użali, a już na pewno dla nikogo już nie jestem dzieckiem.

W tej serii mamy historię czterech przyjaciółek, jedna z nich ma na imę Michalina, a powieść zaczyna się zjazdem absolwentów matura 1986, czyli dokładnie ten sam rok, co ja, a imię takie, jak mojej córki, więc -idąc tropem, ze najbardziej lubimy czytać o tym, co sami przeżyliśmy,czy mamy - nie mogła mi sie nie podobać. Drugi tom częściowo dzieje się w Irlandii i to w mieście rzut beretem ode mnie, wiec tak jakby pisała o moim obecnym życiu.

Nie bedę opisywać dokładnie czego dotyczyły perypetie tych kobiet, powiem tylko, że jeżeli macie doła, albo wręcz odwrotnie, wyjątkowo jest wam fajnie i chcecie jak najdlużej ten stan utrzymać, przeczytajcie sobie Szwaję i jej serię o dziewicach mało używanych.

Ostatni tom może najsłabszy z tej trójki, ale jak powiedziało się A, trzeba dojechać do końca alfabetu.

sobota, 03 kwietnia 2010
Gra na cudzym boisku - Aleksandra Marinina

Ja jestem jakaś nienormalna, no nic, muszę się nauczyć z tym żyć. Cztałam zupełnie inną książke, która na dodatek bardzo mi się podoba, ale zrobiłam wyłom.  Przechodziłam sobie obok półki z książkami i, jak ten budowalniec, co przechodził obok koparki, dałam się nabrać.  Spojrzałam tylko w stronę rządku z Marininą, sięgnęlam w celu pomacania i przypomnienia, że pamiętam o niej i na pewno wkrótce poczytam, otworzylam pierwszą stronę i wpadłam jak śliwka w kompot. Nie mogłam przestać, a potem to już po prostu musiałam wiedzieć 'kto zabił"?

Nie mogę za wiele mówić o treści, bo to klasyczny kryminał i nie wolno. Powiem tylko, że major Kamieńska, która jest bohaterką wszystkich powieści tej rosyjskiej pisarki (wszystkich, które dotąd miałam okazję czytać i były wydane w Polsce).  Tym razem postanawia ona ugiąć sie przed naciskami jej wasnego organizmu i daje się wysłać do sanatorium.  Nie bardzo jej się ten pomysł podoba, ale uznaje, że podgoni tlumaczenia książek, które ma na tapecie. Bo trzeba wam wiedzieć, że Kamieńska to nie jakaś tam bucowata rosyjska policjantka, tylko bardzo intelignetna kobietka, poliglotka, która oprócz pracy polegającej na ściganiu przestępców, zajmuje się bardziej humansitycznymi, żeby nie powiedzieć humanitarnymi rzeczami.  To jest moja ulubiona bohaterka rosyjska, jak dotąd, bo jest taka normalna, ma swoje słabości, ale jak trzeba spina się w sobie i znajduje siłę do walki, chce miłości i jest delikatna, ale jak trzeba rodzi się w niej lew i klękajcie narody, nie ma na nią siły. A poza tym umie słuchać i obserwować. Mądra jest. Takie babki mi się podobają.

Siedzi sobie w tym sanatorium i trochę jej się nudzi, ale atrakcji nie szuka, raczej wygląda to na odwyk od pracy i wielkiego miasta oraz codziennego szumu.  A tam, w tym sanatorium dzieje się nie za ciekawie, urządzili sobie niedobrzy ludzie tam miejsce, gdzie sprowadzają dziewczyny i coś niedobrego z nimi wyczyniają. Na domiar złego miejscowa mafia orientuje się, że ktoś im wlazł na teren i miesza. Kamieńska bedzie musiała nie tylko dowiedzieć się kto i co tam robi, ale jeszcze trochę odpuścić ze swoich zasad i delikatnie powspółpracować z owymi miejscowymi bosami.

Rosja Marininy jest bardzo ciekawa, niejednoznaczna, dużo bogatych, jeszcze więcej biedy, wiadomo korupcja i nieciekawie w świecie przestępczym, ale też i przemiany dziejace się tam ciekawie pokazane. Ona nie jest ckliwa, nie epatuje też opisami drastycznymi, a jednak jest napięcie i ten charakterystyczny dla dobrych kryminałów niepokój podczas czytania. Poza tym dużo tam obrazków z codziennego życia.

Jeżeli ktoś jeszcze nie zna Marininy, niech się zapozna z nią zaczynając od tej powieści. A potem może sobie sprawdzić, jak chronologocznie powinien czytać resztę, bo nie zostały one wydane w należytym porządku i pierwsze w Polsce ukazałay się te, które powinny być później. Tak, więc jest ona raz mężatką, raz panną. Zwariować można z tymi naszymi wydawnictwami.

A na koniec Wesołych Świąt Wam wszystkim życzę!

O autorze
Zakładki:
A) Konkurs Blog Roku 2011
Kontakt - kasia.eire@gazeta.pl
Mój blog z felietonami i codziennymi zapiskami o wszystkim innym
Na stoliku nocnym czyli właśnie na tapecie
No copyright infringement is intended - copyrighted images are being used for criticism, comment and news reporting only, referring to the fair use clause of copyright law. This site is not for profit
Tu kupuję
Tu zaglądam w szale surfowania
Ulubione o książkach
Tagi

Notatki Coolturalne

Wypromuj również swoją stronę
free counters
KSIĘGA GOŚCI

Spis moli


Web Pages referring to this page
Link to this page and get a link back!