O książkach najwięcej , również o filmach, muzyce, teatrze i tym, co mi w duszy gra
Blog > Komentarze do wpisu
Annie Hall ma głos



 

Lubię Diane Keaton. Nic to, że gra głównie neurotyczki z dziwną postawą ciała, ramionami do wewnątrz i biodrami do przodu. Nic to, że jest wszędzie prawie taka sama, jakby nie grała, a po prostu w każdym filmie była sobą. Biorę ją z całym dobrodziejstwem inwentarza, jakbym spotkała przypadkiem kogoś i wiedziała, że chcę się z tą osobą zaprzyjaźnić. A jak zaprzyjaźnić znaczy to mniej więcej tyle, że ta osoba może być sobą i niczego nie udawać, bo przecież jesteśmy przyjaciółmi.

Czy to ma sens?

 

Pierwsze, co przyszło mi na myśl - ciekawe jak to było z Woody Allenem, z Warrenem Beatty, z Alem Paciono, krótko mówiąc nastawiłam się na elegancką odmianę pudelka. 

I jak to mawiał mój profesor od matematyki - byłam w mylnym błędzie.

Gdyż ponieważ albowiem, że bo nie. 

 

Diane Keaton opisała swoje życie, a raczej podała nam kilka wycinków z niego, przez pryzmat swojej matki. Poznawała siebie, jako kobietę, jako artystkę, śledząc losy matki, zastanawiając się nad tym, co widziała i rozumieła, kiedy była dzieckiem, a co z tego wszystkiego rozumie teraz.

A miała nie lada materiał, bo ponad 80 tomów dzienników, zeszytów z wycinkami, z kolażami przez matkę stworzonymi. 

Jak to w tamtych czasach bywało, mama Hall była 'uwięziona' w domu, zajmowała się dziećmi, chociaż duszę miała artystyczną i serce rwało się do czynów z goła innych, a raczej nie tylko tych, które były przypisane matce, żonie, gospodyni domowej.

W dzisiejszych czasach prowadziłaby bloga, pewnie by się w tym odnalazła, może zdobyłaby nagrodę, może napisała książkę, w końcu zdobyła miss gospodyń wtedy, to i teraz jej wrodzony pęd do bycia doskonałą miałby pewnie jakieś odzwierciedlenie. 

Diane była dziewczęciem pełnym kompleksów i zahamowań, co się zresztą za nią ciągnęło całe życie, miało odbicie w stanie psychicznym, doprowadziło do bulimii. 

W czasach swojej największej świetności aktorskiej, miała o sobie zadziwiająco niskie mniemanie. Zarzucała sobie braki w edukacji filmowej i literackiej, Woody Allen był dla niej intelektualnym przewodnikiem. I co z tego?- pomyślałam - przecież rozwój człowieka odbywa się na różnych etapach życia i czasem, jeśli ma się szczęście, spotyka się ludzi, którzy nam w tym pomagają, będąc właśnie przewodnikami. 

No, ale najwidoczniej, kiedy się mieszka w Nowym Jorku, człowiek myśli, że musi być 'skończonym egzemplarzem' we wczesnej młodości.

Inna rzecz, że to idzie w parze z brakiem megalomanii, co książce niezwykle pomogło, bo nie ma tam magla, a jest zaduma nad życiem, nad związkami, zawodem aktora. 

Nie dostałam soczystych kąsków z życia miłosnego, zresztą i dobrze, bo bym jej za to nie polubiła. Jest szczerość, wobec siebie, tematu rodziny, facetów, ale nikogo nie rani, nie wyszydza, nie wyśmiewa. 

Nie obyło się bez anegdot, jak na przykład tej o Nicolsonie, który wysłał jej czek na sowitą kwotę po filmie Lepiej późno niż później. On miał w kontrakcie udział w zyskach, Keaton nie, toteż nie spodziewała się niczego, mimo, że film miał wysoką oglądalność. Nicolson postanowił podzielić się z nią tymi pieniędzmi. Mowę mi odjęło. Nie spodziewałam się takiego gestu, najwidoczniej Diane Keaton też nie. 

Przez życie aktorki przewinęło się dużo postaci pierwszoplanowych, ale równie ciekawe były te z drugiego planu, mniej znane szerokiej widowni. Wspomina ona o tym i owym, aż człowiek ma wrażenie, że zna ją już całkiem dobrze. 

Keaton nie stroni od tematów trudnych, takich 'nieatrakcyjnych marketingowo', o których nikt nie chce słuchać. Starość, choroba (jej mama zapadła na Alzheimera), nieumiejętne funkcjonowanie w społeczeństwie (brat), poczucie niespełnienia, straconych szans. 

Podobała mi się ta książka, warto było właśnie tak spotkać się z Diane Keaton. 

Jedno ale, książka fajnie wydana, jak to u Bukowego Lasu porządnie ponad przeciętność, ale lekko przedobrzyli z szyciem i mi się książka zamykała podczas czytania. Literalnie musiała walczyć z materią, siłą trzymać w pozycji takiej, żebym strony widziała. Z tego względu czytałam ją długo, bo mi się do niej nie spieszyło, nie chciało mi się tej walki wręcz uprawiać. No, ale zwyciężyłam, dobrnęłam do końca i żadnego palca mi nie pożarło. 

Dziękuję Monice z Błękitnej Biblioteczki za wypożyczenie. 

piątek, 28 marca 2014, kasia.eire

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:

Notatki Coolturalne

Wypromuj również swoją stronę
free counters
KSIĘGA GOŚCI

Spis moli


Web Pages referring to this page
Link to this page and get a link back!