O książkach najwięcej , również o filmach, muzyce, teatrze i tym, co mi w duszy gra
Blog > Komentarze do wpisu
Perpetuum czytaabile

Mr. Pebble i Gruda - Mariusza Ziomeckiego - na tę właśnie powieść ukułam sobie taki termin. Czytałabym to, czytała i czytała do końca świata. Powieść ma 900 stron, mogłaby mieć kilka tomów, kilka lat byśmy sobie razem wespół zespół żyły. A tak, kiszka, skończyło się. Miłość od pierwszego zdania, już zawsze będzie to jedna z najulubieńszych dla mnie książek.

Zacznę może  od okładki.
Grzbiet już zapowiada powieść nietuzinkową, nie dość, że tytuł pisany z ukosa, zawadiacko, to jeszcze w tle rysunek PKiN, symbolu lat, o których tu będzie mowa

 


Strasznie mi się podoba pomysł na tę okładkę. Cała w szarościach, włącznie ze zdjęciem kobiety, które tylko w kilku miejscach jest na różowo podkolorowane, trochę jak retusz w starym zakładzie fotograficznym. W dwóch miejscach niby dziury po kulach,  ma to swoje wyjaśnienie w powieści.
Dziewczyna jako romantyczna męczennica, ma intrygujący wyraz twarzy, często sobie na nią wieczorem przed zaśnięciem patrzyłam. Dla mnie tak właśnie wyglądała Marietta.
Projekt okładki zrobiła Magda Kuc, ale zdjęcie na okładkę już kto inny (odsyłam do książki, bo tam kilka nazw i nazwisk i nie wiem już kto zacz), gratuluję pomysłu, bardzo mi się podoba jej styl. 

Żona Jana Kamyka, Marietta właśnie, ginie w pierwszych zdaniach książki, rzucając się z dachu wieżowca. Można by się spodziewać, że tyle ją widzieli, ale nie, jej samobójcza śmierć kładzie się cieniem na życiu jej męża, synka, którego pozostawia, ojca, jak również jej przyjaciół.
Zgrana paczka, której dzieciństwo przypadło na Gomułkowskie czasy, młodzieńcze lata na epokę Gierkowską, w dorosłość wchodzili wraz z narodzeniem Solidarności, wtedy zdawali swoje najtrudniejsze egzaminy, w latach dziewięćdziesiątych jedni się dorabiali, inni szukali głębi ducha, jeszcze inni, jak Jan Kamyk, po prostu spokoju. Marietta porzuca go, bo tak przecież też można nazwać jej 'wy-skok', to boli, tym bardziej, że szybko okazuje się, że jego syn jest dzieckiem wyjątkowym, po dokładniejszej diagnozie, potwierdzającej w latach późniejszych sawantyzm, nawet bardzo wyjątkowym. Kamyk ma dosyć walki, zresztą nigdy nie konspirował, raczej się przyglądał, przypadkiem wkręcił w machinę, pisząc tekst pieśni walczących i stając się idolem tamtych czasów, nie żal mu było to wszystko zostawić i wyemigrować do USA. Tam robi karierę jako poeta w języku angielskim i już ma nadzieję, że udało mu się ostatecznie odciąć od przeszłości, kiedy go ona dopada w postaci taśmy z nagranym głosem żony i propozycją przyjazdu do kraju. Zaraz potem rodzina domaga się jego odwiedzin ze względu na ojca. Już nic więcej nie powiem o treści, zarys potrzebny, ale dalej to już bym zdradziła za wiele.

Byłam tak rozemocjonowana, kiedy skończyłam tę powieść, że potrzebowałam czasu, żeby o niej jakoś składnie opowiedzieć, a i tak widzę, że mi to średnio wychodzi. Zawsze tak mam, jak chcę za bardzo, dreszczy dostaję, mam słowotok, wszystko bym na raz chciała.
Powiem tak- są powieści, które nam się podobają, ale mamy kryzysy podczas ich czytania, szczególnie, kiedy takie długie. Są też takie, które dobrze się zapowiadają, a potem akcja siada, jak mamy szczęście to się okazjonalnie podnosi. Są też takie, które czytamy niecierpliwie przewracając strony, ale za dwa tygodnie nie pamiętamy już, o czym to było? Oczywiście zdarzają się też strasznie gnioty, ale o takich nawet nie warto wspominać.  Czasem, najrzadziej,  zdarza się taka opowieść, która zostaje z nami na zawsze, zawładnie na stałe jedną szarą komórką (dlatego dobrze mieć przynajmniej dwie), umości się i już nigdy jej nie opuszcza.
Mariusz Ziomecki napisał książkę pięknym językiem, bez dłużyzn, z opisami przyrody, które w ogóle się nie nudzą, z retrospekcją, której nie chcemy opuszczać, książkę dającą nieprawdopodobny komfort czytania czytającemu. Tak jakby tę swoją fabułę wymościł on aksamitem, pozwolił nam wejść tam z ulubionym zwierzakiem i powiedział - zostań tu jak długo zechcesz. Ale po 900 stronach ukłonił się ładnie i z ujmującym uśmiechem powiedział - tu się musimy rozstać, pożegnajmy się bez żalu.
O nie Panie Ziomecki, żal jest, tego się nie robi molowi, najpierw futerko, a potem psssss, naftaliną po oczach.

A na pocieszenie, na ostatniej stronie wiersz. Ja nie jestem człowiek rozmiłowany w poezji. Nic na to nie poradzę, nie mam do tego cierpliwości. Jedyną poetką, którą od dziecka ukochałam była Wisława Szymborska, bo ona do mnie po ludzku poezją mówiła. To jest drugi przypadek, kiedy wiersz mnie 'przytrzymał' do końca i zachwycił. Jak cała ta powieść. 

***

Godziny

Zawsze sadziłem, że najważniejsze są dwie nieparzyste:
jedenasta i piąta. Zwłaszcza piąta -
odbija światło popołudnia, lśni od ukrytych znaczeń,
odkąd byłem dzieckiem.

Poważałem też siódmą - za zapowiedź wieczoru. Lubię podział doby na funkcjonalne części.

Spośród reszty najbardziej obła wydawała mi się czwarta.
Choć i wcześniejsze, trzecia, też jest pozbawiona
ciężaru gatunkowego, istny parias cyferblatu.

Tak uważałem do czasu, aż minęła nieśmiertelność
i dotarło do mnie, że kiedyś nad ranem
najpewniej jedna z tych dwóch właśnie
otworzy przejście, którym podpłynie ciemność

Jan Kamyk Kurków, marzec 2011

piątek, 27 lipca 2012, kasia.eire

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/07/28 00:52:51
O proszę, jaka ciekawa i zachęcająca recenzja :) O książce nawet, przyznam ze wstydem, nie słyszałam, ale skoro taka perełka, to chyba warto poznać. Plus fakt, że ma 900 stron... Nic, tylko zachęca! A okładka faktycznie przeurocza - piękna, jak mało która. I te dziury po kulach takie jakieś realne się wydają, żywe.
I widzę, że nie tylko ja lubię Szymborską. Własnie tak, pisała prostym, zrozumiałym językiem i to jest najlepsze, nie jakieś wymysły :)
-
2012/07/28 11:38:59
hiliko - to mnie właśnie zastanawia, dlaczego mało kto o niej słyszał? Gdyby miała lepszy PR, ludzie by się o nią zabijali. Mam nadzieję, że coraz więcej czytelników się nią zachwyci i będzie się reklamować sama
-
2012/07/28 15:06:21
Byłam dziś w empiku i se kupiłam, no nie mogłam się oprzeć po Twojej recenzji:).
-
2012/07/28 15:42:29
jane - no to teraz obiad w weki, żeby przy garach nie stać i wybierz się do 'kamykowa'. Ech, jak ja bym chciała tam wrócić
-
2012/07/30 10:46:37
Ja też Ci dziękuję za recenzję - bo o tej książce dotychczas nie słyszałam, a zapowiada się niezwykle ciekawie. Zachęcaja mnie także jej gabaryty - uwielbiam grubaśnie tomiszcza :)
Dopisuję do listy zakupów i postaram się ja zdobyć, zanim nadejdą długie jesienne wieczory!
Póki co pozdrawiam słonecznie!
-
2012/07/30 12:43:49
agussiek - na tę książkę są dobre długie jesiennie wieczory i długie letnie dni, zawsze :-) jest grubaśna, ale Czarna Owca tak pięknie wydała(o), że dobrze się w rękach trzyma
-
2012/07/30 23:08:42
Ja też nie słyszałam wcześniej o tej powieści, ale tak pięknie ją opisałaś, że teraz sobie pluję w brodę, że tu zajrzałam i to przeczytałam, bo teraz będę MUSIAŁA tę książkę przeczytać...
;)
-
2012/07/30 23:24:08
zaczytania -nie pluj tylko udaj się do biblioteki, a po przeczytaniu będziesz szczęśiwa, ze zajrzałaś, bo ona naprawdę jest dobra
-
2012/07/31 17:22:06
Po takiej reklamie to chyba kupię i... będę zwlekała z czytaniem ;)
-
2012/07/31 18:08:23
zaczytania ale dlaczego będziesz zwlekała? Chyba, że czytała powolutku i zwlekała z dobrnięciem do końca, to tak :-)
-
2012/08/02 22:14:30
Będę zwlekała, bo najpierw czytam to, co pożyczone :)
(a książkę już zamówiłam, więc czeka ją los półkowniczki ;))
-
Gość: Teresa, *.adsl.inetia.pl
2012/08/22 08:45:21
Kasiu, w PR 1 Mariusz Ziomecki opowiadał o swojej książce. Oto link do tej strony. www.polskieradio.pl/7/173/Artykul/575899,Dzien-dwoch-Mariuszow
-
2012/08/22 16:53:59
dzięki Tereso za namiar, lecę posłuchać

Notatki Coolturalne

Wypromuj również swoją stronę
free counters
KSIĘGA GOŚCI

Spis moli


Web Pages referring to this page
Link to this page and get a link back!