O książkach najwięcej , również o filmach, muzyce, teatrze i tym, co mi w duszy gra
Blog > Komentarze do wpisu
Krawcowa z Madrytu - o wojnie w hiszpańskim wydaniu
 
Kiedy myślę o II Wojnie Światowej - nigdy nie myślę o roli Hiszpanii w tym czasie. Kiedy myślę o latach międzywojennych, nigdy nie przyjdzie mi do głowy sprawa wojny hiszpańskiej, chociaż w Irlandii częściej, bo wielu Irlandczyków brało w niej udział, przewija się dużo wzmianek o tym w biografiach pisarzy czy dramaturgów, w sztukach teatralnych, na przykład jednej z moich ulubionych 'Dancing at Lughnasa' Briana Friela.

Hiszpania jest dla mnie krajem mało znanym, jej historia, przywódcy, niepokoje wewnętrzne - tyle, co z lekcji historii i literatury, ale bardzo okrojona to wiedza.
Tym bardziej zapałałam rządzą, kiedy tylko zobaczyłam zapowiedź tej książki. Temat wydawał mi się ciekawy, czasy jeszcze bardziej, pomysł, jak i zarys fabuły - po prostu czułam przez skarpety, że to coś dla mnie.
Jakże się NIE zawiodłam!!! Czytanie tej powieści to jeden z najprzyjemniejszych chwil tego ponurego, deszczowego i niezwykle wietrznego okresu zimowego, gdzie daleko nam było do ujutnych obrazków śniegu i skrzącego mrozu, za to mokro, przenikliwie zimno (wiatr powoduje, że temperatura odczuwalna jest dużo niższa od tej na termometrach) i jakoś tak smutno. 

W Krawcowej z Madrytu poznajemy historię Siry, która najpierw opowiada o swoich czasach młodzieńczych, terminowaniu u znanej madryckiej krawcowej, potem o pierwszych miłosnych przygodach, zabiera nas ze sobą w podróż do Maroka, gdzie spędza kilka lat i jest to bardzo burzliwy czas na początku, potem z powrotem do Madrytu, jeszcze Portugalia, a wszystko to raz na spokojnie, raz awanturniczo wręcz, raz szpiegowski wątek, a zaraz potem obyczajowy.
Ta powieść ma wszystko to, co dobre czytadło - w dobrym tego słowa znaczeniu - powinno mieć.
Dodatkowo, co mnie zafascynowało, nazwiska polityków i ludzi, którzy przewijają się w jej pracowni krawieckiej, otoczeniu znajomych czy w mieście, są prawdziwe, można je na Wikipedii znaleźć.


I tak, dużą rolę w powieści gra Juan Luis Beighbeder (z lewej), który najpierw był najwyższym komisarzem w Maroku, a potem krótko Ministrem Spraw Zagranicznych Hiszpanii. Albo szwagier Franco - Ramon Serrano Suner (z prawej, z białymi włosami, które były jego znakiem rozpoznawczym). Nigdy o nich nie słyszałam, ale czytając tę powieść, wygooglowałam i spędziłam jeden z poranków na poznawanie nieznanej mi historii Hiszpanii.

Poza tym Maroko też dla mnie obce, teraz jakże warte poznania i odwiedzenia nawet, chociaż mnie kiedyś nie ciągnęło w tamte strony. Po przeczytaniu powieści zapałałam chęcią odwiedzenia tych miejsc, poczucia klimatu i zapachu tego kraju. Córka była, teraz jej opowieści mają dla mnie inny sens, pełniejszy sens.

Książka ma w sobie tyle smakowitych kąsków, że boję się, że o którymś zapomnę. Sira jest krawcową, więc dużo jest o modzie, materiałach, szyciu, technice łączenia, tamtych trendach. Nie lubię o modzie za dużo, ale tyle, co tu było, akurat. Poza tym tło społeczne, bardzo poznawcze, ale nie nachalne. Kiedy myślimy o tamtych czasach widzimy siebie w samochodzie bez dachu, w pięknych sukniach na balu, w misternie ułożonych włosach, z czerwonymi ustami i takimi paznokciami, z tragarzami i służbą na podorędziu - bo w marzeniach nigdy nie postawilibyśmy się na pozycji posługaczki, szofera czy kobiety jedzącej obierki, mieszkającej w suterenie kamienicy czynszowej. Takich ludzi przecież było więcej. Dlatego pewnie tak lubię seriale brytyjskie takie jak: Upstairs Downstairs czy Downton Abbey, bo one opowiadają i o służbie, i o 'państwu' , którzy są równorzędnymi bohaterami opowieści. Tutaj też widzimy blichtr wyższych sfer, ale i 'zaplecze', a także urzędników, handlowców, policjantów i tak dalej. Jest więcej ciekawych, krwistych postaci, ale nie chcę wszystkich wymieniać, bo odbiorę Wam frajdę czytania.
Warto poświęcić kilka wieczorów na historię krawcowej, a nawet kilku, z Madrytu. Znajdziecie w niej wszystko, co najbardziej pożądane w prawdziwej powieści z krwi i kości - miłość, wielkie salony, małe ciemne mieszkanka, wielką politykę, podróże, konflikty i życie, takie jakie ono było w tamtych czasach. 
Powieść ta przypomina mi, co mnie w czytaniu zachwyciło, kiedy byłam dzieckiem. Znacie to uczucie, otwieracie książkę, a ona Was prowadzi w nieznane miejsca i wprowadza do świadomości ludzi, uczucia, zapachy, przedtem Wam całkiem obce. I już nic nie jest takie samo. Magia

O książkę poprosiłam panią Bognę ze Świata Książki i jestem bardzo wdzięczna, że mi ją wysłała, chociaż nie jestem bardzo aktywnym współpracownikiem, bo narowisty ze mnie recenzent. Tak się cieszę, że ją przeczytałam.
Na końcu dodam, że Świat Książki wydaje powieści tak, jak ja lubię - druk przyjaznej wielkości, odstępy wierszy też, książka gruba, ale układa się w rękach i okładka, nie tylko adekwatna do treści, ale obiektywnie ładna i nie obciach ją w ręku, w publicznym miejscu trzymać. Podobna w stylu do hiszpańskiej wersji, czyż nie? 

poniedziałek, 05 marca 2012, kasia.eire

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/03/06 12:12:37
Z Madrytem mam tyle wspólnego, co pięść z okiem. Nie byłam też zbytnio chętna do pogłębiania tej więzi, ale po Twojej recenzji się zastanowię. :-)
Szczególnie, że to już któraś z kolei dobra wypowiedź o tej książce.

Pozdrawiam :-)
-
2012/03/06 19:16:26
miss_jacobs - ja też nic nie mam, Madryt mnie wcale nie interesował, za to fabuła tak. Madryt, Portugalię i Maroko dostałam w bonusie i wcale nie żałuję
-
2012/03/06 20:59:59
krawcowa z Madrytu, krawiec z Panamy, nic tylko nauczyć się szyć ... :P
-
2012/03/06 22:44:33
justinehh - ja bym była marną krawcową. Chociaż?
-
2012/03/06 23:09:34
To cos dla mnie :-)))) bo ja tez krawcowa z koniecznosci. W zeszlym tygodniu uszylam zaslony na dwa okna, obrus na stol i stolik troche mniejszy a takze pokrowce na poduszki na krzeslach. Byl to caly komplet tekstylny do kuchni. Jest teraz niebiesko-kremowo. Kiedys szylam wiecej, teraz tylko od czasu do czasu, jak mnie ochota zlapie.
-
2012/03/06 23:23:18
kristofko - ja bym chciała, ale nie bardzo umiem. Ale też i nikt mnie nie uczył, może jakbym dała sobie kiedyś szansę? Fajnie byłoby umieć sprawić sobie takie rzeczy do kuchni czy na okna
-
2012/03/07 23:51:36
Okladki piekne, choc ta polska nawet ladniejsza :)
Rozgadalas sie tak na temat tej ksiazki, ze nawet gdyby sie chcialo jej nie przeczytac (ksiazki, nie recenzji), to i tak sie pewnie po nia siegnie z wielka przyjemnoscia.
Moje krawieckie zapedy zakonczylam szyjac kiedys na polskiej maszynie (wyprodukowanej w latach kryzysu) sukienke z milanowskiego jedwabiu. Powiem krotko: bylo to przedsiewziecie zupelnie niewykonalne i od tamtej pory szyje tylko szwy proste czyli zaslonki i tym podobne.
-
2012/03/08 11:04:40
bookfo - ja nawet tego nie, łatam dziury tylko. Kiedyś na ZPT uczyłam się cerować skarpety, do tej pory pamiętam, mam nawet grzybka do tego. Rodzinna pamiątka, haha.
Pozdrówka
-
2012/03/08 12:29:33
Ha ha ha! Tez cerowalam skarpety na ZPT, ale zamiast grzybka na zarowce! Nie wiem jak to zrobilam ale moja cerowka odpadla od skarpetki! Jest co wspominac ;P
-
2012/03/08 12:36:02
bookfo - ale się uśmiałam, dobrze, że do żarówki nie przyszyłaś!

Notatki Coolturalne

Wypromuj również swoją stronę
free counters


KSIĘGA GOŚCI

Spis moli


Web Pages referring to this page
Link to this page and get a link back!