O książkach najwięcej , również o filmach, muzyce, teatrze i tym, co mi w duszy gra
Blog > Komentarze do wpisu
Pieces of Me. A Life in Progress - Roisin Ingle

Kiedy przyjechałam do Irlandii, wiele wysiłków włożyłam w to, żeby znaleźć swoją ulubioną prasę, gazetę codzinną i miesięcznik. Coś, na co bym się cieszyła, czekała i miała radość z czytania.  Tak sobie wyobrażam zaaklimatyzowanie się w nowym miejscu - posiadanie swoich faworytów drukowanych.  Opowiadając na skróty, bo mogłabym bez końca o miezerocie prasy anglojęzycznej opowiadać, o tych wszystkich Hallo i Ok, The Sun i The Star, modelkach ze strony 3 (co są synonimem babki z cyckami na wierzchu, którą sobie budowlańcy w szafkach wieszają, żeby się nakręcać), o magazynach tak zwanych luksusowych, z których tylko Vanity fair nadaje się do czytania i podobno Good Housekeeping też, ale tej akurat nie próbowałam, bo mi ich przepisy do niczego nie potrzbne, a gustu anglosaskiego też w całości nie popieram i nie potrzebne mi są w sumie porady dotyczące nakrywania do stołu. Podobno tam są też dobre artykuły, ale dla jednego czy dwóch fragmentów przecież nie będę kupowac całego magazynu.

Inną sprawą jest, że jestem fanką felietonu jako gatunku i mam taki imperatyw, żeby mieć, gdziekolwiek się znajduję, ulubionego felietonistę, który mnie przez meandry tego miejsca (kraju), jego kultury, pojmowania pewnych spraw, mentalności ludzi, gładko przeprowadzi.  W swej mądrości wskaże, co jest śmieszne, co jest groźne, co jest żałosne, dlaczego jest smutno i dlaczego czasem straszno.  No właśnie, w swej mądrości. Ale jak takiego znaleźć?  Czytać, czytać i jeszcze raz czytać, aż znajdzie się tego, który nadaje na tych samych falach, bo przecież felietonista, to jak przyjaciel, nie można się męczyć w jego towarzystwie.  I wynalazłam sobie taką autorkę tu, w Irlandii, nazywa się Roisin Ingle i pisze dla Magazynu The Irish Times (czasem też wydań codziennych).  W tej chwili jest na urlopie macierzyńskim, urodziła w sierpniu zeszłego roku bliźniaczki, ale wraca już od marca, czekam na nią z niecierpliwością.  Oczywiście nie porzuciłam lektury felietonistów polskich, nadal wyszukuję nowe teksty Olgi Lipińskiej, Talków, Agaty Passent i jej ojca, lubię Pilcha, uwielbiam Tyma, a Roma Ligocka mnie zawsze rozczula.

Na szczęście dla mnie kilka lat temu Roisin Ingle wydała zbiór swoich felietonów, tak więc mogłam przeczytać te, których nie dane było mi znać, bo jeszcze mnie tu nie było.  I mogę je wam tu zaprezentować, bo nawet, jeżeli ktoś nie mieszka w Irlandii, a lubi ten gatunek, może je sobie kupić w tej formie, a jeżeli jest na Wyspie, może zagustuje w jej stylu i będzie czytał w weekendowym Irish Times?

Uprawia ona gatunek felietonu szczególnie przeze mnie lubiany, gdzie prezentuje swój punkt widzenia, poprzez pryzmat własnych przeżyć, niedoskonałości, czy wręcz przeciewnie doskonałości, z punktu widzenia osoby zbliżonej do mnie wiekiem, o takich samych lub podobnych problemach codziennych i co najważniejsze, tu o tę chemię pisarz-odbiorca chodzi, o zbliżonym poczuciu humoru, pojmowaniu świata i rozumieniu fundamentalnych pojęć.  Dowiadujemy się więc o jej walce z nadwagą, poszukiwaniach Pana Idealnego, budzącej się chęci prokreacji, podejściu do w ysiłku fizycznego, babskich spotkań, ale też i poważniejszych sprawach, jak samobójstwo w rodzinie.  Jest w tych tekstach miłość do kraju i miasta, gdzie żyje, ale nie napuszona i pełna wielkich słów, tylko taka zwyczajna, tkwiąca w opisie mostu, wiosny w parku, wieczoru w ulubionym pubie, jest spowiedź nowoczesnej kobiety, która boryka się z tym, że momentami jest za delikatna, momentami za asertywna, najczęściej nie może swoją postawą dogodzić wszystkim, więc wciaż boryka się też z poczuciem własnej wartości w obliczu bycia ocenianą.  Świetne są te felietony, można się pośmiać, zadumać, popłakać i wiele dowiedzieć o Irlandczykach.

O dziwo, oprócz całej rzeszy fanów, ma ona też przeciwników, szczególnie aktywnych w internecie, bo jak się okazuje taka otwartość to za duzo na społeczeństwo hołdujące raczej wstrzemięźliwości w ocenach, zachowaniu, wypowiadaniu opinii, gdzie milczenie jest złotem, ale raczej w takim rozumieniu tego znaczenia, że nie mówisz - mniej o tobie wiedzą, mniej możliwości, że popadniesz w kłopoty.  Small talk tak, rozmowy o rzeczach ważnych nie. A ona swobodnie, dla niektórych zbyt, dla mnie akurat, mówi o tych rzeczach, o których Irlandki czasem nawet 'głośno' nie myślą, bo nie wypada.

Cieszę się, że ją odnalazłam.  Mam już swoje rutynowe sobotnie kawki z Magazynem The Irish Times, niech tylko ona wróci z tego macierzyńskiego, a wszystko bedzie znowu na swoim miejscu. W między czasie odezwała się do czytelników artykułem o początkach swojego macierzyństwa, pewnie, żeby nie dać o sobie zapomnieć i wytłumaczyć, dlaczego zniknęła. Widac, że hormony jeszcze nieustatkowane, taka się miękka i łzawa zrobiła (chociaz pazur gdzie nie gdzie przebija), ale ja jej wszystko wybaczę, w końcu też jestem kobietą, 'byłam tam' i wiem jak to jest w pierwszych miesiącach po urodzeniu dzieci.  Przecież przyjaciół się nie porzuca tylko dlatego, że chwilowo tracą ostrość widzenia.

Czytam teraz dużo prasy, felietony właśnie, którkie formy takie, bo bardzo mi jakoś życie dokopało w ostatnim roku, co odbiło się na mojej psychice, objawia się to rozedrganiem wewnętrznym, brakiem koncentracji, wręcz indolencją umysłową.  Musiało kiedyś tak się skończyć, długotrwałego stresu nie przechodzi się bez skutków ubocznych. Muszę przeczekać.  Książki leżą niedokończone, a ja zaliczam kolejne Newsweeki, Wprosty, Twoje Style, jakieś opowiadanie od czasu do czasu, felietony i nie wywieram na samą siebie presji, bo wiem, że i tak to nic nie da.

sobota, 20 lutego 2010, kasia.eire

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/02/21 08:37:41
Dla mnie życie na emigracji wydaje się trochę niepełne, w tym sensie, że oderwane od korzeni, od tego, co znam, kocham, co mnie ukształtowało. Ale to tylko pewnie takie wrażenie; dopóki się czegoś nie doświadczy, trudno to oceniać w sposób teoretyczny. :-) Ciekawy felieton. Pozdrawiam o poranku. Jola :-)
-
2010/02/21 12:13:18
Jolu - życie na emigracji jest niepełne, jeżeli je takim uczynimy. Ono może być również niepełne w kraju, ale to dyskusja na inny czas. Ja mam teraz w sobie dwa światy, które żyją w symbiozie. Swoje rytuały, smaki, lubienia-nielubienia, przyjaciół tutaj i to samo w kraju. Dumna jestem, że nie tak jak Anglosasi, jestem głodna poznawania literatury, muzyki z poza kręgu języka angielskiego, imponuje im, że jestem zapoznana z tym, co proponują Niemcy, Francuzi, Skandynawowie, Rosjanie, Japończycy, Chińczycy, bo oni ni w ząb. Jednocześnie lubię też smaczki życia na Wyspach, niuanse językowe znane tylko tym, którzy tu żyją, czytanie w oryginale, oglądanie filmów po angielsku bez żenujących tłumaczeń (sprawiedliwie trzeba oddać, że czasem też dobrych), że już mi pośrednictwo językowe nie potrzebne, że mam ulubionych publicystów w The Irish Independent i The Irish Times, chodzę do teatru, gdzie mogę zobaczyć Ralpha Finnesa czy aktora z The Wire itp. Krótko mówiąc chodzi o to, żeby horyzonty poszerzyć, a nie zawęzić, nie desperować, że się przyjaciół zostawiło, tylko ich ściągnąć na wakacje do nas i mieć cały czas głowę i serce otwarte na nowe. Pogodzić się z życiem po prostu i czerpać ile się da, z tego co się ma w zasięgu ręki. Zostając w kraju też można stać się smętnym kawałkiem mięsa z pompą do krwi i układem wydalania, a wtedy to i korzenie nie pomogą.
-
2010/02/21 16:46:50
Wiele zależy od tego, jakie człowiek ma oczekiwania i czego potrzebuje. Masz rację, postrzeganie rzeczywistości czy to tu, w Polsce, czy na tzw. obczyźnie to kwestia indywidualna. Dopóki się czegoś samodzielnie,naocznie nie doświadczyło, nie powinno się gdybać. Chyba zazdroszczę Ci odrobinę możliwości, o których opowiadasz: językowych, kulturalnych, towarzyskich. Podoba mi się, że szukasz dla siebie miejsca w tamtej przestrzeni w sposób świadomy, a nie na zasadzie bycia trzciną porywaną przez podmuchy losu. Zdana na okoliczności. Pozdrawiam Cię serdecznie. Jola
-
2010/02/21 17:29:36
jolu - dzięki za miłe słowa, też pozdrawiam

Notatki Coolturalne

Wypromuj również swoją stronę
free counters
KSIĘGA GOŚCI

Spis moli


Web Pages referring to this page
Link to this page and get a link back!